Giełda

Oczywiście można zadać sobie pytanie, dlaczego np. ten sam klocek w kolorze jasnoszarym kosztuje 20 groszy, a w ciemnoszarym – 4,5 zł, mimo że fizycznie niczym się nie różnią. Otóż na rynku klockowych spekulantów panują normalne zasady giełdowe – towar rzadszy kosztuje więcej niż towar częstszy. Giełda bierze klocki albo po cenach katalogowych z oficjalnych sklepów online LEGO – które jednak często są dość drogie i mają stosunkowo niewielki wybór – albo z otwartych zestawów.

Handlarze bowiem często kupują gotowe zestawy wyłącznie na cel rozparcelowania ich na pojedyncze klocki na sprzedaż – i jest to główne źródło zasilenia rynku w nowe klocki. No i teraz jeśli określony klocek w określonym kolorze występuje w wielu tanich zestawach, jest tani. Natomiast jeśli klocek występuje zestawach niewielu, drogich lub już nieprodukowanych – jego cena skacze odpowiednio w górę Stąd pewne elementy Sokoła, które występują tylko w 10179 siłą rzeczy kosztują po kilkaset zł, gdyż jedynym źródłem ich pozyskania jest rozmiana na drobne całego gotowego boxa. A w sytuacji, gdy takowy box na wolnym rynku kosztuje już po kilkanaście tysięcy zł, nic dziwnego, że ceny tych pojedynczych elementów też poszybowały w górę. W takim wypadku nie ma znaczenia wielkość czy kształt klocka, a jedynie trudność jego pozyskania.

Takich przykładów jest masa – niektóre klocki występują np. w 2-3 zestawach dzięki czemu są MINIMALNIE tańsze, niż te występujące tylko w jednym. Ta dostępność klocków (i co za tym idzie – cena) potrafi zmieniać się w czasie, w miarę jak na rynku pojawiają się nowe zestawy, a stare znikają. Zadziwiające jest to, jak w tej sytuacji szybko potrafią zmieniać się ceny elementów – również tych bardziej pospolitych. Klocki, które parę lat temu chodziły za grosze, teraz kosztują już kilkanaście złotych i odwrotnie – dawne rodzynki stają się tanimi „commonami”. Oczywiście ta druga sytuacja jest znacznie rzadsza, a ponieważ nasz Falcon to produkt z 2007 czas działa na naszą niekorzyść – jego części będą raczej drożeć niż tanieć. Tak więc należy monitorować ceny najrzadszych części i jak tylko zaczną one „świrować” – kupujemy.

Kolejnym aspektem wpływającym na cenę jest rozdrobnienie rynku – różnice cen u poszczególnych handlarzy są gigantyczne – ten sam nowy klocek u jednego może kosztować kilka razy więcej, niż u drugiego. I nie ma tu zastosowania zasada hipermarketowa, gdzie „duży ma taniej” – zauważyłem, że na BrickLinku z jakiegoś powodu handlarze z największą oferta mają wyjątkowo wysokie ceny – nawet gdybyś teoretycznie mógł u nich za jednym zamachem skompletować cały zestaw, zapłacisz za to absurdalną kwotę. No ale ważne jest to, że klocków LEGO i ich odmian, wariantów i wersji są tysiące. Żaden handlarz nie ma więc wszystkiego i nawet kupując u największych nie skompletujesz w jednym zakupie więcej niż 30-40% elementów potrzebnych do Falcona. No a ponieważ u największych właśnie nie warto kupować, nastawiłem się na kilkadziesiąt mniejszych zamówień w mniejszych sklepach. Naszym zadaniem będzie zatem ciułanie klocków w pojedyncznych partiach i szukanie okazji, no ale w końcu that’s what this is all about.

Dość szybko zauważyłem, że bardzo korzystnym rozwiązaniem jest kupowanie klocków… prosto od LEGO, poprzez ich usługę internetową sprzedawania pojedynczych elementów. Pierwotnie celem tej usługi miało być uzupełnienie klocków, które nam się zgubiły z zestawów, które mamy w domu – jednak obecnie jest ona notorycznie wykorzystywana przez budowniczych, zwłaszcza że pozwala Ci wylistować elementy wchodzące w skład konkretnego zestawu. Oczywiście na pierwszy rzut oka może się wydawać, że kupowanie czegokolwiek od krwiopijców z LEGO to jakiś absurd, okazuje się jednak, że wiele ich cen jest na poziomie porównywalnym, albo nawet znacznie niższym niż na BrickLinku – a koszty wysyłki śmieszne. LEGO nie bawi się w spekulację giełdową jak BL i nie ma dla nich znaczenia, czy klocek w danym kolorze występuje w jednym czy 1000 zestawach – nie ma to wpływu na cenę i kosztuje po cenie fabryki podobnie jak każdy inny kolor. Dostajemy oczywiście też klocki nowe i w dowolnej ilości – jedyny minus jest taki, że niektórych rzadkich elementów (w tym wielu wchodzących w skład Sokoła) nie mają już na składzie i wtedy na pewno trzeba się będzie posiłkować handlarzami.

O to mniej więcej chodzi.

Wracając zatem do BrickLinka: należy zaznaczyć, że większość podaży na giełdzie stanowią używane klocki z drugiej ręki, w różnym wieku i stanie. Oznacza to, że wiele z nich można kupić za grosze, ale reguła rzadkości nadal się do nich odnosi – nie spodziewajmy się kupić używanego radaru albo drabinek do Sokoła za mniej niż 2-3 stówki. Kolejną decyzją, którą zatem należy podjąć to „klocki nowe czy używane?” Za nowymi przemawia to, że są… nowe, wiec zbudowany z nich twór będzie tej samej jakości, co prosto z pudełka. Klocki używane natomiast to oczywiście korzystna cena, czasem nawet 10% wartości klocka nowego. Minusem używek jest za to ich stan, który może się wahać od „nie do odróżnienia od nówki” do „pogryziony i przekolorowany ochłap”. Na wstępie założyłem więc, że wszystkie klocki kupuję nowe – natomiast jeśli koszt któregoś z rodzajów elementów przekroczy granice rozsądku sprawdzę ofertę używanych – sklepy na BrickLinku często mają swoje zasady odnośnie używek w stylu „sprzedajemy tylko sprawdzone klocki wyglądające jak nowe”, co jest jakimś argumentem za. Podobnie, prędzej zaakceptowałbym używkę, jeśli nie będzie ona widoczna z zewnątrz gotowego statku.

Należy pamiętać, że bricklinking nie jest uniwersalnym rozwiązaniem na zbudowanie czegokolwiek. Niektóre zestawy są tak specyficzne, że zbieranie ich domowym sposobem mija się z celem praktycznym i finansowym. Dobrym przykładem jest tu Imperial Star Destroyer (zestaw UCS 10030), którego chyba nikt nie zbricklinkował w miarę wiernie. Głównym problemem są tu silniki, których zbudowanie z oryginalnych części kosztuje fortunę i klocki magnetyczne, które też należą do najdroższych. Jakimś rozwiązaniem są tu oczywiście mody, gdzie wykorzystujemy punktowo bardziej standardowe klocki, ale to już nie to samo. Z drugiej strony duży zestaw Death Star II (10143) uchodzi za relatywnie łatwy i niedrogi do skompletowania – stąd jest polecany początkującym. No ale jak już wspomniałem nie zamierzałem robić sobie z bricklinkingu wieloletniego hobby, więc odpuściłem ten wstępny etap.
Przy pierwszym kontakcie z BrickLinkiem oszałamia sama skala tego zjawiska i rozmach witryny. Nie jest to może najbardziej ergonomiczna strona WWW świata, ale mało który hobby doczekało się chyba tak profesjonalnego potraktowania. Mamy możliwość tworzenia list zakupowych z list klocków dla konkretnych zestawów, możemy dobierać klocki używane, nowe, wszystko jest posegregowane w masę kategorii, lat i kolorów. Każdy z klocków jest opisany dwoma różnym kodami produktowymi, datą produkcji, kolorami, zestawami, w których występuje, wymiarami i masą – ważnymi przy określaniu kosztów przesyłki. Szybko dostrzegamy też, że klocki nie są wieczne i niektóre zostają zastąpione nowszymi, acz kompatybilnymi wersjami (np. bolec z nacięciem na bolec bez nacięcia). Dzieje się to często w ramach tego samego zestawu, może się więc zdarzyć, że dwa identyczne zestawy będą fabrycznie różnić się technicznymi niuansami poszczególnych klocków. Wszystkie te następstwa i kompatybilności są ujęte w bazie produktów BrickLink. Możemy analizować ceny poszczególnych klocków w czasie, w zależności od ich stanu i koloru – wraz z podaniem ceny najniższej, najwyższej i średniej.

Wyszukiwarka BrickLinka to kombajn pozwalający nam nie tylko wybrać rodzaj i kolor klocka, ale też okres i region geograficzny ofert, w których jest on do kupienia, a także minimalną ilość, jaką jesteśmy zainteresowani kupić (rzadko bowiem kupuje się klocki pojedyncze). Wyniki wyszukiwania możemy sortować wg ceny, lokalizacji, liczby klocków z naszych list zakupowych, a także liczby „lotów” (indywidualnych grup klocków), którymi z naszej listy dysponuje sprzedawca.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *